Wydawać by się mogło, że czasy, w których z wielkim trudem zdobywało się bilety na koncert czy do teatru, minęły bezpowrotnie. Starsi Polacy pamiętają jeszcze kolejki przed instytucjami kulturalnymi i przepychanki pod kasami, szczególnie jeśli upragnionych biletów zabrakło. Wówczas trzeba było poszukać łatwo zwykle rozpoznawanego osobnika, zwanego swojsko “konikiem”, który zawsze dysponował pewną pulą pożądanych kuponów. Bilety na koncert, czy jeszcze częściej na imprezy sportowe, wysuwał dyskretnie z zanadrza i charakterystycznym szeptem wypowiadał mniej lub bardziej wygórowaną cenę. Ostatnio znów słychać o konikach w kontekście koncertów niektórych zagranicznych gwiazd czy zawodów futbolowych.